Nr.: 15 – I Niedziela Wielkiego Postu – 10.03.2019
POST, MODLITWA I JAŁMUŻNA (cz. 1) Nr.: 15
Kościół zaleca chrześcijanom trzy wielkopostne praktyki — modlitwę, post i jałmużnę.
Czasami zdarza się te praktyki lekceważyć, traktować jako „opcje” do wyboru, z których można, ale nie trzeba skorzystać. Tak naprawdę są one jednak esencją i fundamentem chrześcijańskiego życia. I to całego życia, a nie tylko czterdziestu dni Wielkiego Postu. Pewien piętnastowieczny mędrzec cytowany w księdze Zoharu mówił, że woli studiować niż się modlić, bo wtedy Bóg mówi do niego, a nie on do Boga. Słowa te są odrobinę przewrotne, bo można by na ich podstawie całkiem niesłusznie zwolnić się z modlitwy, ale przecież tak naprawdę modlitwa nie powinna być tylko mówieniem do Boga, ale przede wszystkim słuchaniem Go. Tego właśnie dotyczy zalecenie Jezusa z Kazania na Górze: nie bądźcie gadatliwi (Mt 6,7) — nie bądźcie, bo nie usłyszycie, a także nie mówcie za wiele, bo czasami im więcej słów, tym mniej w nich treści.
Prawdziwa modlitwa jest przede wszystkim uczeniem się otwartości wobec Boga, wejściem w studiowanie Jego Prawdy jedynej, wsłuchiwaniem się i wczytywaniem w Słowo. Jest także po prostu byciem wobec Boga. Starzec Serafin z góry Atos zapytany jak się modlić, wskazał górę i powiedział: „Naucz się najpierw medytować jak góra. Zapytaj ją, co czyni, aby się modlić”. Chodzi o to, żeby trwać w Jego obecności. Góra po prostu jest.
Modlitwa jest „wejściem do własnej izdebki” (por. Mt 6,6)
— do swojego wnętrza, jest wsłuchiwaniem się w samego siebie i nieustannym pytaniem „kim jestem?”. Wejście we własną głębię może być dla nas czasem trudne i zaskakujące. Można doświadczyć w sobie samym nie tylko wzniosłości i szlachetności, ale i niskich pobudek i emocji. Ewagriusz z Pontu mówił: „Jeśli się modlisz tak jak trzeba, spodziewaj się tego, co nie trzeba”. To znaczy: doświadczysz siebie także w tym, co ci się nie będzie podobać, w czym nie będziesz niewiniątkiem.
Modlitwa to więc zarazem słuchanie, mówienie, doświadczanie, poznawanie.
To dużo więcej niż zbiór słów, które wypowiadamy do Boga. Z tymi słowami i z samą modlitwą jest trochę tak, jak z partyturą i z muzyką — wielu muzyków korzysta z jednych nut, ale każdy odgrywa je inaczej, ponieważ każdemu inaczej gra dusza. W Kazaniu na Górze Jezus mówi także, aby nie być „jak obłudnik” (por. Mt 6,5), nie modlić się ostentacyjnie, nie obnosić się ze swoją wiarą. W czasach, w których to głosił, religia była powodem do dumy. Współcześnie wtłoczono nam do głów, że jest ona czymś wstydliwym, tak intymnym, że nie należy jej w ogóle pokazywać. Myślę, że obok ewangelicznego, warto mieć na podorędziu drugi obraz modlącego się człowieka, niestety nie chrześcijanina, ale muzułmanina. W godzinie, o której należy się modlić, wyciąga on dywanik do modlitwy i bije pokłony w stronę Mekki, zupełnie nie zainteresowany tym, co się wokół niego dzieje. Nie jest ostentacyjny, tylko nie obchodzi go, czy ludzie patrzą. Być może słowa „nie bądźcie jak obłudnicy” trzeba dzisiaj odczytywać jako „bądźcie wolni w swojej modlitwie”, nie ukrywajcie się wstydliwie, gdy czynicie znak krzyża, ale też nie róbcie z tego powodu „wielkiego halo”. Jeden z braci opowiadał, że gdy przeżegnał się w pociągu przed podróżą, jeden ze współpasażerów zapytał go, po co to robi. A on odpowiedział po prostu „żeby mniej trzęsło”. Czasem nie trzeba się przejmować tym, co inni powiedzą, czasem wystarczy pełna spokoju i pogody, trochę ironiczna odpowiedź. Bo mamy prawo do tego, by się modlić.
Tomasz Kwiecień OP
